Mój avatararchiwumlinkiulubieniLicznik odwiedzinZajrzało tutaj już 15662 osóbPowered by blog 4u |
Rozdział 7Udało mi się namówić rodziców, abym mieszkała na strychu. Trochę się namęczyłam, ale warto było. Mój pokój jest wspaniały! Wszystko jest jak chciałam i po prostu...no bajka.Co do nowej współlokatorki to nie jest tak źle. Anna całymi dniami siedzi przy oknie w moim pokoju i czasem zagra na tym swoim fleciku. Prawie się do mnie nie odzywa, tylko siedzi i się na mnie gapi jak na bardzo ciekawy okaz w miejskim zoo. Czasami mam ochote do niej podejść i wybić jej oko tym jej instrumentem, ale w porę się uspokajam. Tajemniczy gość Alex jak na razie nie pojawił się na horyzoncie. Trochę mnie to dziwi, bo w sumie ten miły duch mieszkający w moim domu to jego krewniak. No, ale cóż, bardzo to ja za nim nie tęsknie. Nadal jestem na niego zła za tę akcję z oknem. Za dwa dni idę na spotkanie z tutejszą młodzieżą, czyli zaczynam szkołę. Oh, po prostu nie mogę się doczekać. Napewno wszystkie dzieciaki będą się chciały przyjaźnić z Polką noszącą kolczyk w brodzie i niebieskim pasemkiem. Mam przeczucie, że szkoła do której zapisali mnie rodzice to raj dla blondynek...ale nie dla mnie. ***************************************************** Tylko jeden dzień. Jutro jadę z mamą do mojej nowej szkoły. Spotkanie z dyrektorką, panią Santez, poznanie nowej klasy, pierwszy lunch, który zapewne spędze sama. Jestem na to przygotowana. Tata jest taki szczęśliwy, że zabrał mamę i Lilly do jakiegoś historycznego miejsca. Mnie to za bardzo niezainteresowało więc zostałam w domu. Zamiast słuchania taty wolę swoją wiolonczelę. Kiedy wyjmowałam sprzęt Anna przewróciła oczami i krótko skomentowała: - Jeszcze tego brakowało... Zagrałam sobie kawałek utworu Apocaliptiki a potem usiadłam przed komputerem i napisałam e-maila do Diany. Ta już napisała do mnie pięć i wypadałoby odpowiedzieć. Kiedy tak pisałam ktoś zadzwonił do drzwi. Nie mam pojęcia kto budował ten dom, ale napewno ten ktoś nie miał wyobraźni zakładając dzwonek. Myslałam że ogłuchnę. Zeszłam i otworzyłam drzwi. Na progu stała bardzo zadbana kobieta w pastelowym kostiumie. Jej wygląd był nienaganny, ale w jej oczach było coś dziwnego. I było to zmęczenie zmieszane ze strachem. Rozglądała się nerwowo na wszystkie strony jakby się obawiała że zaraz ktoś wyskoczy i poderżnie jej gardło. - Dzień dobry pani - powiedziałam moim "słodziutkim" głosem - Dzień dobry! - powiedziała kobieta i uśmiechnęła się szeroko. Kiedy to zrobiła oczy mnie zabolały. Musiała wydać dużo pieniędzy na te zęby. - jestem waszą sąsiadką - kolejny olśniewający usmiech - mieszkam tam za tym małym wzgórzem. - mówiąc to wskazała ręką małą górkę, która znajdowała się obok naszego domu. - Bardzo mi miło pani... - Clarisa. Mów mi dziecko Clarisa. "Pani" to zbyt oficjalne. Czuję się przez to starsza. - Hmmm...no więc, bardzo mi miło...Clariso. Zapadła cisza. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie zaproszę tej kobiety przecież do domu. Na szczęście Clarisa przerwała to niezręczne milczenie. - Hmmm...no cóż. Rodzice w domu? - Niestety nie. Rodzice pojechali z siostrą na zakupy - nie chciałam jej mówić, że tata jest fanatykiem historii i zabrał rodzinę żeby obejrzeli palmę, pod którą ktoś zrobił Coś. - Szkoda - widać było, że bardzo jej zależało na spotkaniu z rodzicami - Proszę, to jest mój numer telefonu. Jak wrócą rodzice powiedz żeby zadzwomili. -Dobrze, przekażę - wzięłam od Clarisy wymiętą karteczkę z numerem telefonu - Teraz przepraszam Cię, ale muszę już iść. - No dobrze, nie będe Cię zatrzymywać - widać było, że kobieta potrzebuje czyjegoś towarzystwa, ale ja nie zamierzałam jej zapraszać i gościć - Do zobaczenia... - Oh, przepraszam, nie przedstawiłam się. Jestem Kate - powiedziałam i wyciągnęłam ręke w stronę Clarisy. Chwyciła mnie i potrząsnęła moją dłonią. - Bardzo mi miło Kate. No to do widzenia Kate. Tylko powiedz rodzicom żeby zadzwonili. - Oczywiście, powiem. Dowidzenia! Uff! Nareszcie sobie pójdzie. Clarisa właśnie się odwróciła i wtedy zobaczyłam dlaczego jest taka przestraszona i zmęczona. Za Clarisą szedł duch starego męszczyzny. Kiedy go zobaczyłam, uśmiechnął się do mnie i puścił oczko. Zbereźnik! - Clariso! Zaczekaj! Kobieta błyskawicznie się obróciła w moją stronę - Tak? - Czy...przepraszam, że pytam, ale czy ostatnio umarł Ci ktoś bliski? - Taaak, ale skąd wiesz...umarł mi mąż...- porusyłam chyba drażliwy temat, bo Clarisa się rozpłakała i tak po prostu sobie odeszła, zostawiając mnie z wyrzutami sumnienia. - PRZEPRASZAM!!! - krzyknęłam za sąsiadka, ale ona machnęła tylko ręką i łkając skierowała się w stronę domu.
*Mediatorka* 3/03/2007 20:55:45 [Powrót] Tyle duszków zostawiło po sobie ślad ;)
|
||||||||||||||||||