Mój avatararchiwumlinkiulubieniLicznik odwiedzinZajrzało tutaj już 15662 osóbPowered by blog 4u |
Rozdział 2Okay. Więc od dziś jestem Kate. Serio, nie żartuję. Przez szesnaśie lat byłam Kasią, a teraz? Wyskakują mi z takim czymś. Nie mogę sobie tego wyobrazić, że idąc po ulicy ludzie będą do mnie wołali "hej Kate!" To jest takie...hmm...no wiecie. Dziwne. Nagle po tylu latach, musicie, tak na swój sposób zmienić imię.Jak się później okazało, zmiana imienia i co gorsza języka, nie są najgorsze. Najtrudniejsza była dla mnie rozmowa z moją najlepszą przyjaciółką. To jest takie nieludzkie opuszczać swoje najbliższe otoczenie po tylu latach. Z przyjaciółmi jest jeszcze gorzej. Jak można opóścić osoby, na których się tak polegało, do których mogłaś się zwrócić z każdą sprawą? To takie okropne. Oczywiście moja przyjaciółka Diana przyjęła to trochę inaczej niż oczekiwałam. -Wyjeżdżasz do Ameryki?! Do Kaliforni?! Ty szczęściaro! -Diana, ty kretynko, czy ty nie dosłyszalaś? Ja tam będe mieszkać. Zostanę tam do końca życia. -Nie bój się, z moimi uszami wszystko w porządku...Kate- to ostatnie słowo powiedziała z lekkim rozbawieniem. Wkurzyło mnie to trochę. W końcu to moja przyjaciółka. Czy ją to nie obchodzi, że mnie może nie zobaczyć przez resztę życia? -No i? -Co "no i"? -No i co o tym wszystkim myślisz? Wyjazd na inny kontynent, inny język i takie tam- powiedziałam z naciskiem. -Co ja na to?! Kaśka! Jesteś cholerną farciarą. Przecież tam gdzie jedziesz jest przez cały rok słońce, jest ocean, będziesz mieszkać w wielkim domu na plaży. Żyć nie umierać! -I tylko tyle? Nic w stylu "będe tęsknić"? -Oczywiście, że będe tęsknić i dobrze o tym wiesz. Jesteś przecież moją najlepszą przyjaciółką. Bratnią duszą. Kto mnie teraz będzie ratował przed Sebastianem i jego bandą?- Diana powiedziała to swoim poważnym tonem i po chwili dodała- Dobrze wiesz, że niezależnie gdzie jesteś, jak daleko, zawsze będe twoją przyjaciółką na dobre i na złe- uśmiechnęła się i spojrzała w kierunku słonca, które chowało się już za wysokimi budynkami w centrum miasta. -Nie sprawiasz osoby cierpiącej z powodu utraty kogoś bliskiego- nie chciałam tego powiedzieć, ale tak jakoś wyskoczyło z moich ust. -Znasz mnie od przedszkola. Jestem przecież optymistką, kochającą życie. Za miast użalać się nad sobą, że tracę mojego prywatnego ochroniaża i najlepszą przyjaciółkę, wolę się cieszyć z tego, że wyjeżdżasz z tej dziury i zwiedzisz trochę świata-zawiesiła na chwilkę głos i dodała- a poza tym są przecież maile. Przecież masz komputer. Masz mi w tej chwili przyżec, że codziennie wieczorem napiszesz mi długiego maila opisującego twoj dzień spędzony w słonecznej kalifornii- miała groźną minę za którą kryło się rozbawienie. Stanęłam więc na baczność, przykładająć prawą ręke do serca z pół poważną, pół uśmiechniętą miną i powiedziałam: -Przysięgam, że każdego wieczoru wyślę do ciebie dłuuuugiego maila z iformacją, czy poznałam jakiegoś przystojnego amerykanina i może, jak będe miała ochotę- pokazałam jej język- ogólnie napiszę co tam robię. -Spocznij!- Diana śmiejąc się już, podeszła do mnie i sprzedała mi kuksańca w ramię. Aby uczcić mój wyjazd, poszłuśmy na duże lody i cieszyłyśmy się każdą wolną chwilą jaka nam została. Do wyjazdu został nam tydzień. Moja druga siostra Litka (rodzice szybko się otrząsnęli po wypadku i postarali się o trzecie dziecko) skakała jak głupia z radości i pakowała już wszystkie zabawki do kartonowych pudeł. Ja miałam jeszcze do załatwienia dwie rzeczy. Po pierwsze, z wielkim bólem musiałam zrezygnować ze szkoły kick boxingu, a po drugie musiała z wielkim żalem pożegnać się jeszcze z moją klasą. Boże! Jak ja to wytrzymam nerwowo? A Tosi jak nie ma tak nie ma. Zawsze kiedy jest mi potrzebna to nie przychodzi. A przecież muszę z nią poważnie porozmawiać o moim wyjeździe.
*Mediatorka* 7/05/2006 01:41:03 [Powrót] Tyle duszków zostawiło po sobie ślad ;)
|
|||||||||||||||||||||||||||