Mój avatararchiwumlinkiulubieniLicznik odwiedzinZajrzało tutaj już 15662 osóbPowered by blog 4u |
Rozdział 5- No, no - powiedziała Tośka, przyglądając się mojemu nowemu pokojowi - jest... - chyba nie mogła znaleźć odpowiedniego słowa, bo zaczęła skubać skórki od paznokci, a robi to zawsze wtedy kiedy jest zakłopotana, zdenerwowana, albo zawstydzona - RÓŻOWO.- Różowo?! To jest domek dla lalki barbie! DeeDee chyba też podzielała moje zdanie, bo pierwsze co zrobiła po wejściu do mojego pokoju, to wlazła na łóżko i się tam zlała. Mądry zwierzak. - Już nie przesadzaj, przecież nie jest tak źle. Da się tu żyć.- siostra spojrzała na mnie z politowaniem w oczach. - Może i się da, ale ja nie zamierzam tu spać. - mama chyba usłyszała koniec tego zdania, bo za pięć sekund stała przy nas (oczywiście nie widząc Tosi, przeszła przez nią co spowodowało zimny dreszcz) i ze smutkiem w głosie zaczęła lamentować: - To co my teraz zrobimy! Ale jak to? Nie podoba Ci się? Ale nie masz teraz gdzie spać. - gadała bez sensu, ale i tak jązrozumiałam. - Spokojnie mamo, wymyślimy coś, a narazie mogę się tu trochę pomęczyć. Mama się trochę uspokoiła i odeszła. Właściwie to nigdy tak dziwnie się nie zachowuje, ale chyba się trochę zestresowała tą przeprowadzką. Nic dziwnego. Jeszcze przez chwilę pogadałam z Tosią w "landrynkowym" pokoju i zaczęłam jako tako rozpakowywać. Byłam już przy drugim małym kartonie, kiedy usłyszałam flet. Ktoś grał na flecie piekną dziecinną melodię. O ile się orientowałam nikt u mnie w domu nie gra na tym instrumencie. Wogóle moja rodzina jest nie muzykalna, oczywiście oprócz mnie. Zdałam sie na mój genialny słuch wiolonczelistki i poszłam za głosem flecika. Dźwięk dochodził z góry. Strych. Nad głową zobaczyłam wystający z sufitu sznurek. Zapewne były to schody. Pociągnełam za niego i z góry wysunęła się platforma ze schodami. Weszłam po nich na strych. Był piękny. Już wiedziałam gdzie spędze reszte dni w tym domu. Na strychu. Było widać, że już ktoś tu mieszkał. Podłoga była wyłożona panelami. Co prawda były dosyć stare ale jednak. Zrobili tu nawet łazienkę. Po prostu cud! Żegnaj różowy pokoiku, witaj przytulny kąciku. Wtedy ją zobaczyłam. Natychmiast sobie przypomniałam po co tu przyszłam. Dziewczyna miała może trzynaście lat, nie więcej, ale od razu zobaczyłam w jej oczach coś niepokojącego. Coś, co kazało mi się wycofać, ale przecież nie mogłam pozwolić, żeby po domu pałętała się zabłąkana dusza. Miałam dwa wyjścia. Albo ją ładnie poprosić aby się stąd wyniosła, albo zrobić to po swojemu. Nie na darmo chodziałam na lekcje kickboxing-u. Postanowiłam zacząć tak: -Cześć - powiedziałam to najbardziej luzackim głosem na jaki mnie było tylko stać. Chciałam udać taką wyluzowaną i wogóle - O. Przyszła nowa zabawka - powiedziała to tak beznamiętnie, że aż mnie zamurowało. Jednocześnie się bardzo wkurzyłam. Jak ta gnojówa do mnie mówi. Na dodatek nawet się nie zdiwiła, że ją widzę i mówię do niej. - Nie jestem niczyją zabawką - rzuciłam w jej stronę przez zaciśnięte zęby. Mówiąc to zbliżałam się w jej kierunku. Popełniłam błąd. I chyba nie wybaczalny. Miałam przerombane. Usłyszałam z tyłu za sobą, jak jakiś metalowy przedmiot drży niespokojnie. Musiała się naprawdę wkurzyć. Odwróciłam się żeby zobaczyć co to jest. Metalowe wiadro. Nawet nie zdązyłam krzyknąć, kiedy dostałam nim w głowę. Strciłam przytomność... ![]()
*Mediatorka* 12/10/2006 16:16:50 [Powrót] Tyle duszków zostawiło po sobie ślad ;)
|
||||||||||||||||||||||||